Dresdner SC – DevelopRes Rzeszów. Starcie w Lidze Mistrzyń i słowa Leny Kindermann
W listopadzie na boiskach Ligi Mistrzyń dojdzie do starcia dwóch klubów z bogatą historią i wielkimi ambicjami. Dresdner SC, jeden z najbardziej utytułowanych zespołów niemieckiej Bundesligi, zmierzy się z KS DevelopRes Rzeszów – drużyną, która w ostatnich latach na stałe zadomowiła się w europejskiej czołówce i w sezonie 2024/25 sięgnęła po historyczne mistrzostwo Polski.
Dresdner SC to klub z tradycją. Sześciokrotny mistrz Niemiec (1999, 2007, 2014, 2015, 2016, 2021), wielokrotny zdobywca Pucharu Niemiec i triumfator Challenge Cup z 2010 roku. Mecze w Margon Arenie słyną z gorącej atmosfery i wiernych kibiców. Przed sezonem 2026/27 drezdeńczycy mocno wzmocnili skład, sprowadzając m.in. reprezentantkę Niemiec Lenę Kindermann oraz kilka innych doświadczonych zawodniczek. Trenerem pozostaje Alexander Waibl, który zna Kindermann z kadry narodowej.
KS DevelopRes Rzeszów to z kolei jedna z najszybciej rozwijających się drużyn w Polsce. Klub powstał w 2012 roku, a już w 2025 roku sięgnął po pierwsze w historii mistrzostwo Polski (po serii srebrnych medali). Do tego dorzucił Puchar Polski i Superpuchar. Rysice regularnie grają w Lidze Mistrzyń, a Hala Podpromie należy do najbardziej gorących obiektów w europejskiej siatkówce kobiecej. Kibice z Rzeszowa tworzą atmosferę, która potrafi zaskoczyć nawet najbardziej doświadczone zespoły.
Właśnie przed tym starciem Lena Kindermann, nowa atakująca Dresdner SC, opowiedziała o swoich motywach, grze i oczekiwaniach wobec meczów z polskim mistrzem.
Dlaczego wróciłaś do Niemiec i wybrałaś właśnie Dresdner SC?
We Francji miałam raczej mieszane doświadczenia, zarówno jeśli chodzi o klub, jak i ogólne otoczenie. Transfer do Włoch na początku był rozwiązaniem awaryjnym, które szybko okazało się najlepszą decyzją w ogóle. Mimo to po prostu miałam potrzebę wrócić do domu, żeby zagrać sezon w trochę bardziej znanym środowisku, w którym nie będą mnie czekać wielkie niespodzianki i nowe przystosowania. Na Drezno zdecydowałam się dlatego, że z jednej strony wiedziałam już, że to topowy klub, który działa z świetnym wsparciem i super metodami – zarówno treningowymi, jak i ludzkimi. Poza tym wiedziałam już o kilku zawodniczkach, które podpisały kontrakty przed mną, co też ułatwiło mi decyzję. Dodatkowym plusem jest to, że samo Drezno to po prostu fajne miasto – a jak obok bardzo dobrej siatkówki z klasowymi dziewczynami ma się jeszcze w wolnym czasie ładne otoczenie, to jest wszystko, czego życzę sobie od drużyny.
Jesteś leworęczną atakującą – to stosunkowo rzadkie i wartościowe. Jak to wpływa na grę przeciwniczek i jak wykorzystujesz to w ataku?
Szczerze mówiąc, nie myślę o tym jakoś szczególnie często, bo dla mnie to jest zupełnie normalne. Myślę, że bycie leworęczną daje mi bardziej otwartą grę z łatwiejszymi kątami, nad którymi dalej pracuję, żeby jeszcze lepiej je kontrolować. Wyobrażam sobie, że dla skrzydłowych z drugiej strony jest trudniej ustawić dobry blok, jeśli nigdy wcześniej nie grały przeciwko leworęcznej, ale myślę też, że większość leworęcznych na poziomie profesjonalnym gra właśnie na przekątnej – od razu przychodzi mi do głowy kilka takich zawodniczek. Dlatego nie sądzę, żeby to nadal było aż taką rzadkością.
W Lidze Mistrzyń Dresdner SC zmierzy się m.in. z DevelopRes Rzeszów. Co myślisz o tej grupie i jak oceniasz siłę polskiego mistrza?
Na razie w ogóle nie wiem, kto w przyszłym sezonie będzie w składzie Rzeszowa, a tym bardziej kto naprawdę stanie przeciwko nam na boisku. Wiem natomiast, że w Polsce bardzo ceni się dobrą siatkówkę. Dlatego spodziewam się zarówno u siebie, jak i na wyjeździe twardej walki z dużym wsparciem kibiców po obu stronach.
Kilka lat grałaś w college'u w USA (Jacksonville State). Jak te doświadczenia Cię ukształtowały i czy coś szczególnie Ci utkwiło w pamięci?
Czas w college'u nauczył mnie przede wszystkim tego, że talent bez dyscypliny i ciężkiej pracy nic nie znaczy. Można mieć nawet ogromne predyspozycje atletyczne, ale w końcu ciężka praca zawsze przyćmi czysty talent. W tym kontekście szczególnie utkwiły mi w pamięci liczne karne sprinty, które musiałyśmy robić, kiedy ćwiczenie nie wyszło tak, jak powinno. To było zdecydowanie okropne, ale w ostatecznym rozrachunku popychało nas do tego, żeby być lepszymi i wymagać od siebie więcej.
Po powrocie do Niemiec znów grasz w reprezentacji. Jak łączycie pracę w klubie z kadrą narodową i czy Liga Mistrzyń Wam w tym pomaga?
Na nadchodzący sezon mamy już pewne pomysły, bazujące na treningach z kadrą latem, na czym chcemy podczas sezonu położyć dokładniejszy nacisk. To pomaga nam zarówno w trakcie sezonu, jak i z myślą o przyszłym lecie z reprezentacją, bo wszystkie nasze "słabe punkty" już zidentyfikowałyśmy i teraz możemy z pełnym skupieniem nad nimi pracować.
Dresdner SC ma bardzo wiernych kibiców i świetną atmosferę w hali. Jak oceniasz różnicę między kibicami w Niemczech a tymi, których doświadczyłaś za granicą?
Dla mnie niemieccy kibice są bezcenni. Oczywiście nie miałam jeszcze okazji cieszyć się atmosferą w krajach innych niż te, w których grałam, ale w Niemczech rzadko zdarzają się puste miejsca na trybunach przy dobrych meczach i bardzo lubię tę atmosferę. We Francji często były półpuste hale i czasem trudno było, kiedy miało się wrażenie, że nie dostaje się prawdziwego wsparcia. Mogę jednak z całą pewnością powiedzieć, że w Dreźnie tak nie będzie.
Jaka jest Twoja największa mocna strona na boisku i nad czym chcesz najbardziej popracować w tym sezonie?
Zdecydowanie powiedziałabym, że atak to jedna z moich mocnych stron (na co również można by liczyć w przypadku przekątnych, haha). W tej chwili bardzo skupiam się na zasięgu i pewności w serwisie, ale nadal kładę też duży nacisk na blok i obronę.
Jakie masz osobiste cele na ten sezon – zarówno w Bundeslidze, jak i w Lidze Mistrzyń?
Chcę koniecznie mieć bardzo dużo frajdy z dziewczynami. Oczywiście moim celem jest też wygrywać z tą drużyną jak najwięcej, ale uważam, że radość z gry to często niedoceniany warunek sukcesu. Jeśli traktuje się swoją pracę tylko jako pracę, to można ją wykonywać bardzo dobrze. Ale jeśli kocha się to, co się robi, to sukces nie ma już granic – i właśnie tego życzę sobie też dla nas. Dlatego powiedziałabym, że mój cel jest w sumie dość prosty: pracować jak najwięcej i jak najciężej, ale z frajdą, razem stawać się lepszymi, żeby zasłużyć sobie na możliwy sukces i naprawdę móc się nim cieszyć.
Poza siatkówką – co lubisz robić w wolnym czasie? Masz hobby, które pomaga Ci się wyciszyć?
Lubię dużo czytać i dużo zajmuję się krzyżówkami oraz sudoku – po prostu dlatego, że to pomaga całkowicie się wyciszyć i nie myśleć 24/7 tylko o siatkówce. Z tego samego powodu lubię też dużo chodzić na zewnątrz, ze słuchawkami i dobrą muzyką.
Gdybyś mogła wysłać wiadomość kibicom DevelopRes Rzeszów przed meczami Ligi Mistrzyń – co byś im powiedziała?
Powiedziałabym im, że już teraz bardzo cieszę się na nasze spotkanie i jestem ciekawa, jaką atmosferę potrafią stworzyć kibice. Mam nadzieję, że damy im super mecz, o którym jeszcze następnego dnia będą z entuzjazmem rozmawiać!
Lena Kindermann wraca do Niemiec z jasnym celem: grać z radością, ciężko pracować i razem z Dresdner SC walczyć o jak najwyższe cele. Listopadowe starcie z DevelopRes Rzeszów będzie jednym z dużych testów nowej drezdeńskiej drużyny w Lidze Mistrzyń. Kibice po obu stronach mogą spodziewać się intensywnej, emocjonującej rywalizacji – bo zarówno Margon Arena, jak i Hala Podpromie rzadko zawodzi, jeśli chodzi o atmosferę.
Foto: Volleyball World
